Rusiec, Niedziela 2009-11-22


Temat: Informacje bieżące - NIEBYT – Odpowiedź Panu ABC

DZIEŃ DOBRY PAŃSTWU,

Niestety muszę Państwu donieść, że przeżywam ciężkie życiowe problemy i dlatego piszę coraz mniej. Moja Basia martwi mnie coraz więcej, bardzo trudno jej się poruszać, a jeśli to tylko o kulach, lekarze nic nie pomagają, zastrzyki w kolana (po 500 zł sztuka plus lekarz, seria 3 zastrzyki co tydzień i tak już trzeci raz), wiele innych leków nic jej nie pomagają. Wczoraj nie wstała ani na chwilę. Tak ją ta osteroporoza, reumatyzm, zapalenie tkanki łącznej, zapalenie stawów, itp. męczą. Boję się, że przestanie wstawać i staram się ją mobilizować psychicznie by walczyła z chorobą, ale nie ma już siły i woli. Miewa wysokie ciśnienie, ale pamięć i umysł ma bardzo sprawny i nadal ile może to pracuje, prowadzi zakład zatrudniający 9-10 osób. Posługuje się dużo telefonem i wszystkich i wszystko trzyma w ryzach. Ja co mogę to pomagam, trzymam się dobrze, na spacery prawie codziennie chodzę – Basia mnie goni, martwi się, co by było, gdybym ja jeszcze się położył (np. na tą słynną grypę). Tak więc proszę o wybaczenie, że pamiętnik zaniedbuję. Żadnej szkody nie będzie, jak przerwę zupełnie, ale domenę i serwera dla blogu mam zapłacone do października przyszłego roku, więc jeszcze się nie żegnam z Państwem. Kiedyś, gdy też miałem taki mały kryzys, jeden z czytelników mi radził: „nic na siłę” – „niech Pan przerwie na dwa miesiące” – a kilku to wręcz denerwują się na mnie, że ja jestem taki bezczelny i mądrala i wypocinami karmię.

A oto jeden z ostatnich komentarzy, na który dzisiaj odpowiadam – na kilka innych , zaległych, odpowiem innym razem.


Data dodania komentarza: 2009-11-17 20:25:17 Data wpisu: 2009-11-09
Tresc komentarza: Panie Jerzy,poza innymi problemami psychicznymi cierpi pan na ogromną manię wielkości. Kiedy czasami ktoś pana pochwali ale kto? to cały jest pan w skowronkach natomiast niech no tylko ktoś spróbuje krytyki to już tylko lecą wymysły i podejrzenia o agenturalność!No a stawianie siebie obok a nawet powyżej kogoś takiego jak Tatarkiewicz to już wręcz bezczelność. A ta młoda miłośniczka pana wypocin pseudofilozoficznych o niku paaaaaaa.... niech najpierw się dowie że nie mówi się "lubiała"a pan musi się dowiedzieć także że zwrotu "proszę Panią"używa się zwracając się do kobiety z prośbą np.o rękę.Panie Jerzy, niech pan da sobie spokój z tymi wypocinami.
Komentarz dodany przez: ABC

Szanowny Panie ABC, wydaje mi się, że to Pan przesadza i na pewno nigdy nie stawiałem się ani obok, ani powyżej kogoś takiego jak Tatarkiewicz. Wykorzystuje Pan fakt, że poleciłem miłej Czytelniczce studiować Tatarkiewicza i nazywa to bezczelnością, to nie tylko przesada, ale właśnie bezczelność w dążeniu do celu, jaki sobie Pan wyznaczył czytując i pisując do mnie. Takie zachowanie wcale nie sprzyja może i słusznemu celowi (o jaki cel Panu chodzi, to obaj wiemy). Wygląda Pan na inteligentnego człowieka, a irytuje się na fakt, że taki głupol jak ja, ma fanów. Dla Pana wiadomości pozwolę sobie pochwalić się, że mam całkiem sporo fanów i na całym świecie, więc może z tą moją filozofią nie jest jednak tak źle? Pomyślałem poddać Pana (a może i Pana przyjaciół) inteligencję i publikuję Panu poniżej mój artykuł o „niebycie” z prośbą o wskazanie MERYTORYCZNYCH błędów mojego rozumowania. Ten artykuł to kwintesencja mojej filozofii (TNR), którą nazywa Pan „wypocinami” i „bredniami” – to bardzo ogólnikowe określenia – niech Pan wskaże konkretne błędy rozumowania. Bardzo mi Pan pomoże, bo jeśli są tam takie, merytoryczne błędy, i są nie do usunięcia, bo sobie z nimi nie poradzę, to przestanę się zajmować tą całą filozofią i będę miał ją z głowy. A oto te wypociny i brednie, pełne treści 20 stron – tylko niech Pan przeczyta, bo to jest zapowiedź, że „coś (wszystko) powstaje z niczego” --- czyli energia powstaje z niczego – Pan jest rewolucjonistą, ale ja jestem wobec tego chyba większym, takie cuda obiecuję. Teraz człowiek tylko musi znaleźć sposób JAK TO COŚ Z NICZEGO WYDUSIĆ ! Ale to jest działka technologów, a nie filozofów wieczorową porą.

ISTNIEJĘ PRZECIEŻ, tako rzecze NIEBYT.

Dotychczasowa tradycja filozofii klasycznej w priorytetowej kwestii ontologicznej, od jakiej zależy między innymi współczesne postrzeganie świata, już od czasów Parmenidesa, stoi na stanowisku: NIEBYT NIE ISTNIEJE. „Byt jest, a niebytu nie ma”. Ta zasada, powodująca często traktowanie pojęcia niebytu jako „bez sensu”, jest – zdaniem mojej Teorii Nieantagonistycznego Rozwoju (TNR) – niezgodna z filozofią, bo niezgodna z logiką formalną, której z kolei podstawowym aksjomatem jest wartościowanie. To jest tym bardziej dziwne, bo wielu wielkich filozofów (G. Frege, B. A. Russel, A. N. Whitehead), matematykę i formalne wartościowanie, czyli liczby ujemne i dodatnie, oraz przeciwieństwa liczb, zero i nieskończoność, wywiodło z logiki, a więc z filozofii. TNR traktuje niebyt jako przeciwieństwo bytu, a „przeciwieństwo” jest terminem pierwotnym, oczywiście zrozumiałym, wyjaśniającym samo siebie – przeciwieństwo jest przeciwieństwem przeciwieństwa. Przeciwieństwo wynika z przeciwstawności ISTOTY BYTU, a nie z przeciwstawności jego egzystencji. Prawidłowe więc wnioskowanie filozofii klasycznej powinno brzmieć: Skoro istnieje byt, musi istnieć niebyt.

Zacznę od BYTU. W filozofii klasycznej BYT określa się jako „(…) to, co istnieje w jakikolwiek sposób”; „(…) to, co jest (wszystko, cokolwiek istnieje)” – w monizmie materialistycznym „tym czymś” jest materia; w tomizmie natomiast: „to, co realnie istnieje”. Platon określał byt jako „jakąkolwiek całość”, Arystoteles jako „określoną treść”. Określeniem „byt” oznacza się rzeczy różne, posiadające proporcjonalnie wspólną treść (gdy są podmiotem własnego istnienia). „Bytów” jako rzeczy i również jako pojęć filozoficznych jest całe mnóstwo, ale czy faktycznie posiadają one wszystkie „proporcjonalnie wspólną treść”, na przykład „byt konieczny”, „byt przypadłościowy” i „byt przypadkowy”. Czy posiadają proporcjonalnie wspólną treść? O który i o jaki byt chodzi? Czy Pegaz jest? Pegaz jest piękny, ale czy prawdziwy? Czy byt, nazywany Stefan Kowalczyk, mój Ojciec, istnieje? Nie, nie istnieje. Dlaczego ? Gdyż nastąpił rozkład esencji (istoty) Jego bytu, rozkład złożoności Jego organizmu, zanikła równowaga względna jego ciała i wymiaru duchowego. Istnienie tego bytu, jak każdego innego, wynikało z powstania esencji, rozkład tej esencji (istoty) był przyczyną przejścia w niebyt Stefana Kowalczyka. Czy bez uwyraźnienia treści bytu jako bytu, czyli bez dookreślenia, można traktować (definiować) go jako pojęcie uniwersalne i orzekać o jego istnieniu lub nieistnieniu ?

Z przeciwstawności ISTOTY bytu, (rzeczy, asymetrii), wynika NIEBYT (symetria), a nie z przeciwstawności egzystencji. Oczywiście nie piszę tu o Bycie absolutnym znanym z Objawienia, o BOGU.

W konsekwencji takich i podobnych ogólnikowych definicji dochodzi się najzwyczajniej do wniosku, iż bytem jest wszystko, co rzeczywiste, że całość rzeczywistości materialnej jest bytem, a byt jest rzeczywistością. Ja odróżniam „rzeczywistość” (wszechświat), od bytu, rzeczywistość ustanawiam niedefiniowalnym rodzajem „z najwyższej półki”, którego jakby gatunkami ustanawiam absolutny niebyt (symetrię swych elementów), wielką mnogość skończonych bytów (asymetrię esencji) i obrzeża bytu, czyli wszelkie stany przejściowe od niebytu (symetrii materialnej nicości) poprzez mnogość złożoności, ukonstytuowania się istoty, do aktu bytu, w którym to byt nabywa istnienie. Zatem na piedestale Wszechświata stawiam „rzeczywistość” ponad „bytem”, a filozofia klasyczna utożsamia te przedmioty. Moim zdaniem, definicja klasyczna bytu nie odróżnia w rezultacie (praktyce badania) przedmiotu i wobec tego nie jest definicją. Niestety taki „byt” stał się głównym przedmiotem ontologii i takowym pozostaje do dnia dzisiejszego, odsunąwszy kwestię NIEBYTU na bok, nawet uznając ją za niewartą uwagi i bez sensu, chociaż niby filozofia stawia pytanie od zarania swego rozwoju: Dlaczego raczej jest coś niż nic? Moją odpowiedzią na to pytanie, jest twierdzenie, że jest coś i jest NIC.

Wszelkie nieodgadnione kwestie dotyczące ontologii są warte uwagi i oczywiście nieodzowne w filozofii. Nie można ich pomijać tylko dlatego, że jakaś kwestia została rzekomo zdefiniowana do końca. Bo czy na pewno? Czy faktycznie do końca? Bardzo wielu filozofów, a nawet teologów (nawet Bóg ma swego diabła, dlaczego byt ma nie mieć niebytu?) miało zawsze i ma wątpliwości, co do tego.

Paul Tillich (znany i wielce ceniony, współczesny teolog), w swojej pięknej pracy „Męstwo Bycia” (REBIS Poznań 1994, str.39), pisze:
„Niebyt jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej dyskutowanych pojęć. Parmenides próbował wykluczyć niebyt jako pojęcie. By to uczynić, musiał jednak poświęcić pojęcie życia. Demokryt przywrócił pojęcie niebytu i utożsamił je z próżnią, aby uczynić pojmowalnym ruch. Platon posługiwał się pojęciem niebytu, gdyż bez niego nie da się zrozumieć kontrastu między istnieniem a czystą istotą. Arystoteles rozróżniając pomiędzy materią a formą musiał zakładać to pojęcie. Plotyn opisywał przy jego pomocy utratę „ja” ludzkiej duszy, Augustynowi zaś służyło w ontologicznej interpretacji grzechu ludzkiego. Dla Pseudo-Dionizego Areopagity niebyt stał się elementem jego mistycznej doktryny Boga. Jakub Boehme, protestancki mistyk i filozof życia, jest autorem klasycznego sformułowania, że wszystkie rzeczy zakorzenione są w „tak” i w „nie”. Pojęcie niebytu zawarte jest w Leibniza doktrynie skończoności i zła, jak również w kantowskiej analizie skończoności form kategorialnych. Dialektyka Heglowska czyni negację dynamiczną siłą w przyrodzie i w historii, a filozofowie życia od Schellinga i Schopenhauera posługują się pojęciem ‘woli” jako podstawową kategorią ontologiczną, gdyż posiada ona moc zaprzeczenia sobie bez utraty siebie. Pojęcia procesu i stawania się u filozofów takich jak Bergson i Whitehead zawierają w sobie zarówno pojęcie niebytu, jak i bytu. (…) W takiej sytuacji niewielkie znaczenie ma to, że niektórzy logicy negują pojęciowy charakter niebytu i próbują usunąć go ze sceny filozoficznej, zostawiając go jedynie w formie sądów przeczących”. (Podkreślenie moje).

Jak widać z tego co pisze Tillich, wielu największych filozofów zajmowało się kategorią niebytu, ale zawsze peryferyjnie, przy okazji omawiania i badania innych zasadniczych kwestii, nikt jak dotąd kategorii niebytu nie uczynił głównym przedmiotem swoich zainteresowań i badań.
Profesor Stefan Świeżawski, w wywiadzie udzielonym tuż przed śmiercią w maju 2004 i wydrukowanym w PLUS MINUS „Rzeczpospolitej”, na pytanie Pawła Paliwody: „Jak Pan ocenia stan filozofii i historiografii filozofii w dzisiejszej Polsce?”, odpowiada: „Zawsze byłem i jestem zwolennikiem gruntownych badań w zakresie historii filozofii. Filozofia musi powrócić do problematyki klasycznej. Obecnie mamy do czynienia ze zdradą klasycznej filozofii. Z niepokojem obserwuję lekceważenie dla wielkiej problematyki bytu, podejmowanej w okresie od Platona do końca średniowiecza. Kryzys filozofii bytu, czyli metafizyki, jest ogromny. Nie ma klimatu dla tego rodzaju badań, a jest to problematyka niezwykłej wagi, absolutnie podstawowa. Źródłowa”. A na zakończenie swego wywiadu powiedział: „Każdy filozofujący - i młody i stary - poszukuje tej samej prawdy, ale na swój własny sposób, nie dla sławy i samochodu, ale po to by wiedzieć.” Było to wołanie o badania metafizyki, czyli pojęć, w pierwszym rzędzie bytu i NIEBYTU.

Od Parmenidesa począwszy, aż po Heiddegera kończąc, pojęcie bytu jest najpierwszym z pojęć filozoficznych, lecz niestety, według moich wieloletnich przemyśleń i obliczeń, Parmenides popełnił błędy logiczne, stwierdzając słynne: „Byt jest, a niebytu nie ma”, a w następnych wiekach – aż do dzisiaj – tysiące filozofów, logików i naukowców te błędy powielało i powiela. A przecież wysnuwanie wniosków odnośnie tego, co istnieje, a co nie istnieje i co ma sens, a co nie ma sensu, nie jest kwestią słów, lecz prawidłowego rozpoznawania funkcji przedmiotu badań, cech, racji, właściwości i dowodów.

Wszystkie określenia tego wnioskowania: „Byt jest, a niebytu nie ma” nie odpowiadają logice formalnej. Pozwalam sobie kwestionować logikę znaczenia tak przedmiotów wnioskowania, jak i uzupełniających wyrażeń (operatorów) w zdaniu –
1° „byt” nigdy nie jest bytem koniecznym – za Leibnizem sądzę, że wszechświat, a więc i byt, i niebyt, składa się z ciągu rzeczy przypadkowych, powstających w celu wzajemnego ograniczania i urealniania się, co nie jest koniecznością;
2° „niebyt” nie jest bytem, lecz niebytem, czyli przeciwieństwem istoty bytu;
3° „jest” i „nie ma” nie są predykatami, lecz kwantyfikatorami egzystencjalnymi, czyli nie orzekają nic w sensie ani logicznym, ani ontologicznym, bo oparte są na przygodnej lub przypadkowej możliwości „istnienia”, właściwości, która może być, ale może i nie być.

Błąd czy nieporozumienie jest błędem niewłaściwej asercji tak przesłanki, jak i wniosku. Uznaje się je za prawdziwe, a one mogą być prawdziwe, ale mogą być też fałszywe. Są to też błędy akcydentalizacji – „a dicto secundum quid ad dictum simpliciter”, od twierdzenia zawężonego do niezawężonego (i odwrotnie), czyli opuszczania niezbędnego dookreślania (wniosek wynika z egzystencji bytu i określa nieistnienie niebytu, bez wykazania racji takiej dedukcji, nie opierającej się na uwzględnianiu ESENCJI tych przedmiotów). Jest to również formalny błąd logiczny. Rozumowanie -- rzekomo dedukcyjnie poprawne -- jest ułomne. Jest to również błąd materialny, gdyż przesłanki nie muszą być prawdziwe, rzeczywiste – byt w ujęciu filozofii klasycznej to rzeczywistość, a rzeczywistość jest taka, lub inna, (na przykład w TNR: w rzeczywistości znajduje się byt, ale istnieje też NIEBYT – istnieje też „obrzeże” i istnieje wielka mnogość różnych bytów).

Opis i definicja klasyczna bytu: „To, co istnieje w jakikolwiek sposób”, sprawia, że -- jak już pisałem -- bytem jest wszystko, również „mój” NIEBYT, posiadający przecież swój sposób istnienia: idealna (w znaczeniu: doskonała) symetria, bezruch (około 1° Kalwina temperatury, a ciśnienie zerowe, bezwzględne, wobec braku jakiejkolwiek powierzchni) w nieskończonej pustej przestrzeni i wiecznym teraz (w czasie niewymiernym). Jest to więc również błąd formalny niewłaściwej asercji, gdyż wyrażenie definiowane „to, co” (byt) nie jest wyraźnie odróżnione wyrażeniem definiującym: „istnieje w jakikolwiek sposób” – „istnienie” nie jest odróżnieniem, jest wieloznaczne (może być przypadkowe i może istnieć lub może nie istnieć), „w jakikolwiek sposób” też nie odróżnia. To zdanie uznawane jest za prawdziwe, a jest niezrozumiałe, nic nie stwierdza, nic nie definiuje, nic nie opisuje.

We wniosku Parmenidesa i pochodnych rozumowaniach bardzo ważny człon tej definicji: „w jakikolwiek sposób” jest w jej wyjaśnianiu pomijany. Co ten dodatek mówi? Otóż tyle, że wszystko, co w jakikolwiek sposób „istnieje”, jest bytem – wszystko jest bytem. Ale jeśli wszystko jest bytem, jak mówi ta rzekoma definicja, to nie jest żadną definicją bytu, bo nie określa, czym jest „byt”, nie dostarcza odpowiednich informacji, NIE ODGRANICZA, nie wyróżnia określanego przedmiotu, a więc go nie opisuje. Wszystko można – według powyższego – nazwać bytem. „Przez byt rozumie się, więc każdą egzystencjalną realność, występującą pluralistycznie, każdą odrębną i realnie istniejącą całość danego tworzywa” – czytam w „Małym Słowniku Terminów i Pojęć Filozoficznych” (PAX, Warszawa 1983). Podobnie jest napisane w „Oksfordzkim Słowniku Filozoficznym” Simona Blackburna (Książka i Wiedza, Warszawa, 1997): „Bytem jest wszystko, co rzeczywiste, a nic, co nierzeczywiste, bytem nie jest”. Aby więc BYT był rzeczywisty, realny, rzeczywistym musi być również NIEBYT.

Rzecz również w tym, jak to jest z tą „rzeczywistością”? Zmienia się ona błyskawicznie, bo każdy ją widzi przecież inaczej w miarę posiadanej wiedzy i w miarę „zakresu gęstości prawdopodobieństwa”. Blackburn pisze już w następnym zdaniu, powyżej cytowanym: „Niewiele jednak da się powiedzieć niebanalnie o całej rzeczywistości, a już szczególnie z wnętrza badań filozoficznych (...)." Powstają więc zasadnicze pytania: Czym wobec tego jest „rzeczywistość”? Co to jest „egzystencjalna realność”? Jak to ustalać? Czy to jest tym, co istnieje obiektywnie, a jeśli tak, jakie kryteria należy przyjąć w celu zbliżania się do jej ustalania? Czy to jest tym, co nam się wydaje, że istnieje? Parmenides ustalił, że „ta sama rzecz jest i jest pomyślana”, a więc, że to, o czym myślimy, „jest” – czyli, że rzeczywistość jest taka, jaką ją dostrzegamy? Zatem ta idea jest kultywowana i realizowana niby do dzisiaj. Niby, bo na przykład w przypadku „mojego” NIEBYTU, a ja go przecież widzę i dokładnie określam, jaki jest i podaję wszelkie dane oraz dowody i właściwości dotyczące jego egzystencji, dowodzę nie tylko, że jest, ale i to, dlaczego jest, to jednak tak zwani „specjaliści”, „fachowcy” myślenia filozoficznego, a szczególnie logicy, „światli” ludzie nauki twierdzą stanowczo, że nic takiego nie egzystuje – podobno z definicji nie istnieje (tyle, że nie z mojej definicji).

NIEBYT JEST, wcale nie jest żadną sprzecznością, wcale nie jest bez sensu, odwrotnie, jest piękny i niezmiernie bogaty w energię. Trzeba go tylko powszechnie ujawnić, badać i oczywiście człowiek, rzekomy władca przyrody, będzie potrzebował go ujarzmić – znaleźć, wymyślić „Know How”: sposoby eksploatacji jego nieskończonej energii. Zgoda na tezę: „Niebytu nie ma” nie tylko nie jest konsekwencją zrozumienia bytu i bycia, ale przede wszystkim nie ma nic wspólnego z istotowymi cechami człowieczeństwa.

Niezdolność do doświadczania NIEBYTU to przecież niezdolność do doświadczania CIERPIENIA, a więc jest to zatracenie przez człowieka autentyczności, prawdziwości bytu. Cierpienie, śmierć – jako elementy istotne losu człowieka – nadają autentyczność (rzeczywistość), siłę i wartość BYCIU i, co za tym idzie, NIEBYCIU. Tymczasem niezdolność czy raczej oporność człowieka do doświadczania nawet bliskości niebytu i odmowa cierpienia prowadzi bezpośrednio do zaniku zdolności POZNAWANIA i myślenia, a co z kolei za tym idzie, następuje ZATRACENIE AUTENTYCZNOŚCI podmiotu i realności przedmiotu badania oraz możliwości ich rozpoznawania. Jeśli odmawiamy istnienia NIEBYTOWI, równocześnie przekreślamy możliwość istnienia ŚMIERCI, co jest absurdalne. Byt pod nazwą: Stefan Kowalczyk istniał, ale już nie istnieje, Jerzy Kowalczyk istnieje w czasie od ... do..., ale nikt nie wie, do kiedy. Ktoś może powiedzieć: Widzę byt, więc on jest, a niebytu nie widzę, to go nie ma. Tymczasem, gdy jesteśmy świadkami śmierci osoby bliskiej, kiedy przeżywamy egzystencjalną pustkę i niemoc, czy dostrzegamy faktycznie zjawisko śmierci takie, jakie ono jest w rzeczywistości? Przecież spostrzegamy umieranie tylko z boku, nie wiemy, czym jest śmierć, nie umierając osobiście. Podobnie sytuacja ma się z niebytem. Masz świadomość jego istnienia, możesz o nim cokolwiek powiedzieć, ale nie możesz kategorycznie jemu zaprzeczyć. Zaprzeczyć niebytowi to zaprzeczyć bytowi, którego jest nieodzowną częścią. Zaprzeczyć śmierci to zaprzeczyć życiu.

Dlaczego najwyższą formą cierpienia jest doświadczanie niebytu? Bo „(…) lepsze zaś jest być, niż nie być” (Arystoteles, cytat z pamięci). Przecież nawet materia martwa, atomy pierwiastków „bronią się” zaciekle przed „rozbiciem”, czyli przed przejściem bliżej w stan niebytu. Bo byt ma na celu bycie jak najdłuższe i jak najpełniejsze spełnienie swej misji, zaś niebyt jest zakończeniem „cudu” bycia tego bytu, jego misji zakończeniem. Dlatego strach przed nim i lęk każą nam instynktownie zaprzeczać jego istnieniu, wbrew rozumowi. Każdy byt, nie tylko ożywiony, ale – moim zdaniem – i nieożywiony, reaguje, jakoś odczuwa. W związku z tym byt musi odczuwać niebyt, jako swojego rodzaju zagrożenie, musi czuć lęk i trwogę, mówiąc językiem Heideggera.
Wielu ludzi na co dzień styka się z niebytem, na przykład ludzie umierający miesiącami w cierpieniach lub epileptycy, którzy tracą przytomność co jakiś czas lub na wiele godzin, a także ludzie, którzy wielokrotnie o włos ocierają się o śmierć w różnego rodzaju sytuacjach, choćby na wojnie, a również ci przeżywający śmierć kliniczną. Dla osób, które ze śmiercią żyją „za pan brat” (również lekarzy), jeśli sobie to uświadamiają, niebyt nie jest „poza wszelkimi określeniami” i nie jest niewyrażalny. Odwrotnie. Ten bezpośredni kontakt z prawdą (i z niebytem) jest dla takich osób źródłem wiedzy o rzeczywistości, którą oni uważają za bardziej realną, za rzeczywistość, która wiele wyjaśnia. Taki bezpośredni kontakt z niebytem zachodzi w świecie zewnętrznym, postrzeganym zmysłowo i pozostaje w ich psychice.

Niebytem więc określamy to, co nie jest bytem ani żadną materią niezrównoważoną. Stanowi on ograniczenie bytu i jego adekwatne przeciwieństwo. Da się o nim – wbrew powszechnemu błędnemu przekonaniu – wiele powiedzieć i trzeba stawiać pytania i szukać odpowiedzi na dalsze ich mnogości. Istotą niebytu jest materialna symetria, nieskończona we wszystkich wymiarach, pusta przestrzeń, bezruch, wieczne teraz, czyli wieczność bez początku i końca, prostota, jedność struktury, bo elementy niebytu są idealnie zrównoważone, z czego wynika ich zwrotność (wymienność, podobnie jak zwrotność czasu i przestrzeni w obowiązującej obecnie, nauce o „czasoprzestrzeni”). Niebyt jest idealną siłą wirtualną (władzą potencjalną, zaczątkiem), ujawniającą się tylko efektami. Ponieważ jednak każda siła, również doskonała (a więc bierna), ma materialną potencję (możność sprawczości), niebyt jest kategorią materialistyczną, również z tego względu.

Definicja bytu filozofii klasycznej NIE JEST DEFINICJĄ, bo nie odróżnia, "jest" czy "nie ma" nie jest orzekaniem, CO TO JEST i dlaczego jest, bo kwalifikuje wszystko, co jest, jako "byt". Ja definiuję "byt", jako gatunek rodzaju "rzeczywistości", której innym gatunkiem jest NIEBYT. Innymi gatunkami "rzeczywistości" są również nieskończona ilość innych bytów, co ostatnio jest uwidocznione w teoriach o nieskończonej ilości wszechświatów. Każdy byt jest inny, na przykład każdy człowiek jest innym bytem i skutkiem innego przypadku, czyli wielu przyczyn sprawczych nieuporządkowanych względem siebie i niezależnych od siebie nawzajem. "Przypadkowość" to ontologiczna niekonieczność – byt występujący pod nazwą: Jerzy Kowalczyk, istnieje na skutek przypadkowych faktów, że ten, a nie inny (z milionów innych możliwych) plemnik zapłodnił jajo (jedno z możliwych kilku) w łonie Matki i że następnie NIE przeszedł w niebyt wcześniej w ciągu osiemdziesięciu dwu lat egzystencji, również na skutek wielu "szczęśliwych" przypadków – na skutek "korzystnych" układów gęstości prawdopodobieństwa.

BŁĄD logiczny akcydentalizacji („a dicto secundum quid ad dictum simpliciter” - od twierdzenia zawężonego do niezawężonego) definicji bytu filozofii klasycznej, to błąd polegający na opuszczaniu niezbędnego dookreślania. Jest to błąd formalny rozumowania, gdyż zachodzi niewłaściwa asercja i przesłanki, i wniosku, gdyż uznaje się zdanie: "Byt jest, a niebytu niema" za prawdziwe, a ono może być prawdziwe lub fałszywe.
Kwantyfikator egzystencjalny o istnieniu lub nieistnieniu nie orzeka o prawdziwości danego zdania, bo nie ustanawia "racji dostatecznej" (celowości i odpowiedniości) i również nie ustanawia "racji bytu". Prawda (bytu) obiektywna jest tylko jedna, ale nie ustanawia jej sam kwantyfikator bez koniecznych dookreśleń. Konieczność i inne dookreślenia, wynikające z racji bytu i racji dostatecznej, są funktorami logicznymi, a rzeczywistość, byt i niebyt, jest racjonalna, a więc wykazanie konieczności ISTNIENIA bytu (tak jak i niebytu) ma zasadnicze logiczne uzasadnienie. Sam kwantyfikator egzystencjalny, lokowany w zdaniu, nie daje żadnego pojęcia o rzeczy.

Niebyt (symetria) NIE jest logiczną negacją bytu (asymetrii), bez uzasadnienia (dookreślenia) tego twierdzenia. Moim zdaniem, niebyt jest funkcją (celem), przeciwstawieniem ESENCJI i uzupełnieniem bytu, Z KONIECZNOŚCI JEGO UREALNIENIA. Byt, aby był rzeczywisty, musi współistnieć z niebytem i widzimy to w doświadczaniu świata. Biały kolor na białym tle czy czerwony na czerwonym, nie ustalają koniecznego przeciwstawienia esencji. Istnienie niebytu jest konieczne dla istnienia bytu.


NIEBYT ISTNIEJE, bo istnieje treść, esencja, istota niebytu. Byt (asymetria) i niebyt (symetria) - jako przeciwieństwa - są dowodami swojej egzystencji. Teza Spinozy: „Każde określenie zawiera w sobie zaprzeczenie” (cytat z pamięci) oraz twierdzenie Hegla: „Jedno z najważniejszych poznań polega na tym, by dostrzec i utrwalić tę naturę rozważanych określeń, refleksji, że ich prawda polega tylko na ich wzajemnym do siebie odniesieniu, a więc na tym, iż każde z nich w samym swoim pojęciu zawiera inne; bez tego poznania niepodobna właściwie uczynić ani jednego kroku w filozofii” (Georg Hegel „Nauka Logiki”, Anmerkung 1-65/66), znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie i pełne potwierdzenie. Arystoteles też nie raz pisał w tym sensie, że: „Nie może bowiem istnieć ciało, które by było wolne od przeciwieństwa dostrzegalnego zmysłami, gdyż owo nieokreślone, które niektórzy nazywają zasadą, musi być albo lekkie, albo ciężkie, albo zimne, albo gorące” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa, 1981, s.53). Tłumacz i komentator, Leopold Regner, pisze tamże: „Termin przeciwieństwo oznacza u Arystotelesa albo relację przeciwieństwa, albo własność, które jest członem relacji przeciwieństwa, a więc np. nie tylko relację: gorące-zimne, lecz również samą jakość: gorące (…)”. (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa, 1981, s 112).

Esencja RZECZYWISTOŚCI „składa się” z bytu i NIEBYTU, między którymi zachodzi stan równowagi względnej. Niebyt nie jest negacją i znoszeniem bytu, jak twierdził Parmenides i inni Grecy, a za nimi tysiące filozofów, bo nie jest antagonistyczny, nie znosi bytu, lecz dokonuje jego eminencji (wyniesienia), ale i go ogranicza. Niebyt jest tak samo konieczny dla bytu, jak koniecznym jest byt dla niebytu. To niebyt konstytuuje i wyznacza granice, porządkuje i dyscyplinuje byt. Czyli jest AFIRMACJĄ bytu. Niebyt nie może nie być.

Istotą niebytu jest symetria, nieskończona we wszystkich wymiarach pusta przestrzeń, bezruch, wieczne teraz, czyli czas bez miary, początku i końca, prostota, jedność struktury, bo elementy niebytu są idealnie zrównoważone, z czego wynika ich zwrotność (wymienność, podobnie jak zwrotność czasu i przestrzeni w obowiązującej obecnie nauce „czasoprzestrzeni”). Niebyt jest idealną siłą wirtualną (w możności zaczątku), ujawniającą się tylko efektami. Ale ponieważ każda siła, również doskonała (a więc bierna), ma materialną potencję, więc niebyt jest kategorią materialistyczną. Niebyt jest niewymierny, a byt jest wymierny, jako tako, zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, ale wymierny, byt jest skończony i rozciągły, a niebyt, jako nieskończony (bezkresny, bezgraniczny) jest nierozciągły – nie potrzebuje być rozciągły i nie jest.

Moim zdaniem, Wszechświat, rzeczywistość, składa się z niebytu absolutnego (próżni absolutnej), obrzeży (próżni kosmicznej, polaryzującej, czyli niebytu wymieszanego z cząstkami w różnym stopniu złożoności) i bytu skończonego, którego wbudowaną częścią jest zawsze niebyt. Wobec tego TNR jest opisem świata całkowicie odmiennym od dotychczas istniejących, które twierdzą odmiennie, że „byt jest, a niebytu nie ma.”

NIEBYT jest przedmiotem niematerialnym, to znaczy niezawierającym materii, ale kategorią materialną i realną. Jest nicością, nicością rzeczywistą, pustą próżnią w bezruchu, istnieje i przejawia się w pierwszym rzędzie pod postacią nieskończonej przestrzeni i idealnej bezsiły. Stan nic niezawierający, pusty, pozaczasowy, BEZRUCH, który jakoś egzystuje, FUNKCJONUJE (spełnia swoją rolę, konkretne zadania), a jeśli funkcjonuje, to istnieje, jest, chociaż nie jest bytem – przejawia się w przeciwstawny sposób niż wszelkie byty materialne.

Niebyt konstytuuje i współtworzy byt, a jak to się dzieje, opowiadam dokładniej w TNR. Teraz spróbuję zdefiniować NIEBYT, odwołując się do systemu Arystotelesa.

Pierwszą cechą „naukowego” poznania Arystotelesa jest KONIECZNOŚĆ. Konieczność badał Arystoteles, posługując się poczwórnym sposobem orzekania przyczynowego: formalnym, materialnym, bytowym i celowościowym:

1° Pierwsze orzekanie to orzekanie formalne – z definicji. Jeśli najkrócej zdefiniujemy niebyt jako symetrię, to formalnym określeniem bytu będzie asymetria; jeśli zdefiniujemy niebyt jako przeciwstawienie i ograniczenie bytu, formalnym określeniem niebytu będzie: >niebyt jest przeciwieństwem bytu<.

2° Drugim orzekaniem (orzekaniem materialnym) będzie: >niebyt jest bezsiłą materialną, siłą bierną, bo idealnie zrównoważoną i egzystuje w przeciwstawny sposób niż wszelkie aktywne byty (siły) materialne, co nie znaczy, że niebyt jest „duchem”, tak zwanym „bytem niematerialnym”, znanym z teologii. Niebyt istnieje realnie, rzeczywiście, materialnie, bo daje materialne efekty (między innymi puste przestrzenie kosmosu są efektami niebytu, również entropia i śmierć). Egzystencja niebytu jako wieczności, nieskończoności i bezruchu jest absolutnym sposobem bycia i siłą doskonałą (a każda siła daje materialne skutki), przysługującą tylko i jedynie niebytowi. Orzekaniem materialnym, moim zdaniem, jest cały szereg innych efektów niebytu:
1/ nieciągłość materii udowodniona przez Plancka, Heisenberga i fizykę kwantową, wspominana również przez współczesnych fizyków: Penrose”a i Smolin’a, tak zwana „dyskretyzacja” kwantów energii, pulsowanie, (o tym, moim zdaniem, dowodzie naukowym, trochę obszerniej napiszę poniżej) - a ponieważ ja utożsamiam energię z materią, moim zdaniem jest to naukowy dowód interwału w bycie, dowód niebytu;

2/ bezwzględna temperatura bezruchu, zero (Kalwina) i bezwzględne ciśnienie;

3/ stała kosmiczna, obliczona przez Einsteina (szybkość przemieszczania się fotonów przez miliardy lat świetlnych, czyli materialny dowód pustki i braku oporu;

4/ interwał czasowo-przestrzenny – konieczny jest w zasadzie następstwa Arystotelesa: po A jest B, po B jest C, D i tak dalej, zasada następstwa jest, w moim przekonaniu, zasadą zdarzenia, zasadą reakcji i procesu (ewolucji), bo gdyby nie było interwału pomiędzy przyczyną i skutkiem, nie byłoby postępu od przeszłości do przyszłości, nie byłoby ani A, ani B, ani przyczyny, ani skutku;

5/ ŚMIERĆ, entropia i wiele innych efektów działania niebytu.
6/ matematycznymi symbolami niebytu jest „0” (zero) i „∞” nieskończoność;
7/ funkcja ograniczania bytu jest konieczna i spełnia ją niebyt – byt jest skończony i musi być skończony, przyznaje to filozofia klasyczna (mur Keplera), jakikolwiek byt nie posiadający ograniczenia rozrastał by się w nieskończoność i zniszczył by wszystkie inne istniejące byty – NIEBYT spełnia tą funkcję, a filozofia i nauka współczesna zadawala się twierdzeniami zastępczymi, kiedyś „murem Keplera”, a obecnie „tłem” nie wyjaśniając, co to za zwierzę.

3° Trzecim orzekaniem (orzekaniem bytowym) dla niebytu byłoby stwierdzenie: Niebyt funkcjonuje, jest nieskończony i ogranicza skończony byt, struktura bytu jest złożona, struktura niebytu jest prosta i czysta, bo idealnie zrównoważona, czyli niebyt nie ma struktury, jest jednością, symetrią, a jego elementy są wymienialne, zwrotne;

4° czwartym orzekaniem celowościowym, określającym przyczyny sprawcze zewnętrzne, będzie stwierdzenie: Niebyt i byt są komplementarnymi przeciwieństwami, jeżeli jest byt musi być niebyt, czyli niebyt jest przyczyną sprawczą i celową bytu i odwrotnie.

Mojemu twierdzeniu o istnieniu niebytu stawiane są następujące zarzuty, na które od razu odpowiadam:
Zarzut 1.: „Jeżeli niebytem określamy to, co nie jest bytem, a cechą bytu jest istnienie, to istnienie nie przynależy do niebytu.”
Odpowiedź: Moim zdaniem, istnienie jest taką cechą, która przynależy zarówno do bytu, jak i do niebytu. Niebyt funkcjonuje, więc istnieje – ma swoją pierwotność, czyli istotne cechy, swoją naturę (nicość, pustkę, bezruch, wieczne teraz) i wobec tego przynależy mu istnienie. Poza tym istnienie jest właściwością przygodną dla bytu, jest przypadłością przemijającą i niesamodzielną bytowo, ale nie dla wiecznego niebytu. Cechami są różnego rodzaju właściwości bytu i niebytu, ale egzystencja, istnienie, jest, moim zdaniem, cechą przysługującą wszystkiemu, co ujawnia, choćby wirtualnie, jakiekolwiek materialne skutki (efekty) i ma znaczenie. Do „rzeczywistości” w ramach „obrzeża” bytu i niebytu, zaliczam również istnienie sposobów bycia, wartości, przedmioty abstrakcyjne nawet nieistniejące: przeszłość i przyszłość. Istnienie jest podstawowym „składnikiem” i warunkiem tak bytu, jak i niebytu. Egzystencja realizuje akt bytu po „nabyciu” (złożeniu) esencji i stanowi również o akcie niebytu. Przypisuję bytowi kategorię istnienia, jako stwierdzenie obecności ESENCJI (własności istotnych, niezbywalnych) bytu, której treścią jest ruch, zmiana, równowaga względna i przemijanie. Istnienie może „bardziej” przynależy do ESENCJI niebytu (bo niebyt jest, według mnie, absolutnym elementem rzeczywistości), niż do bytu, który jest skończony i w ustawicznej zmianie. Poza tym, TNR jest holistycznym ujęciem problemu, zgodnie z którym znaczenie kategorii istnienia wyznaczane jest (zdeterminowane jest) przez całość teorii. Pojęcia: „jest” i „nie jest” spełniają funkcję operatorów wskazujących na obecność szczególnych własności – istnienie jest predykatem (warunkiem) drugiego stopnia, jest własnością własności. A mój opis jest teorią bytu i niebytu w korelacji (relacji) i do jego zrozumienia „niebyt” jest konieczny.


Zarzut 2.: „Jeżeli niebyt jest „przedmiotem” (?) niematerialnym, to jest, jaki (duchowy?)?”
Odpowiedź: Niebyt nie zawiera materii, ale nie jest przedmiotem duchowym, jest czymś realnym, rzeczywistym, ale pustym, idealnym i absolutnym. Jest jestestwem niematerialnym w znaczeniu braku aktywnej siły, ale jest siłą bierną -- jak każda siła daje efekty materialne, a więc, w moim przekonaniu, jest kategorią materialistyczną. Niebyt jest nicością i określanie go przedmiotem jest znów symbolicznym potwierdzeniem jego rzeczywistości. Niebyt jest „przedmiotem” w sensie filozoficznym, czyli tym, co jest poznawane i co może zostać poznane. Moim zdaniem, aby starać się dotrzeć do niematerialnie istniejącej duszy (duchowego wymiaru) świata, trzeba „pokonać” (rozpoznać, uświadomić sobie) nie tylko byt, ale i niebyt. Aby faktycznie rozeznać rzeczywistość materialną, do której przynależy z natury rzeczy („omnis determinatio negatio” Spinozy) niezawierająca materii pustka, stanowiąca jej podłoże, trzeba rozpoznawać doskonałą (idealną) bezsiłę niebytu. Natomiast niematerialne „byty duchowe”, dusza, niematerialne „ja”, są przedmiotami abstrakcyjnymi i efektami myślenia idealistycznego oraz religijnego, ale ponieważ mają „znaczenie”, również przynależą do rzeczywistości i CAŁOŚCI.

Zarzut 3.: „Jeżeli niebyt bytuje, to jest bytem, a kategoria niebytu staje się w tym momencie niepotrzebna.”
Odpowiedź: Niebyt nie tyle „bytuje”, co jest obecny (lub funkcjonuje, bo dopełnia i ogranicza byt), ale nie musi wynikać z tego, że jest bytem. Jest niebytem, bo jest przeciwieństwem ISTOTY bytu, jest prosty, posiada strukturę idealnej jedności, jest pusty i to jest jego esencją. Jego bycie jest całkowicie różne od bycia bytu, jego „bytowanie” jest całkowicie odmienne od bytowania bytu, a więc niebyt nie bytuje i dlatego kategoria ta jest konieczna dla wyrażania i badania struktury rzeczywistości.

Zarzut 4.: „Zgodnie z „brzytwą Ockhama, nie należy wprowadzać pojęć (niebyt) niepotrzebnych dla wyrażenia rzeczywistości.”
Odpowiedź: Rzeczywistość bez kategorii niebytu, zawierająca sam byt, jest niepełna. Rzeczywistość składa się z bytu i niebytu, i wobec tego wprowadzanie i wyjaśnianie tego pojęcia jest konieczne (nie jest niepotrzebne). Moje tezy są właściwie teorią „niebytu’ i wobec tego omawianie przez nie istnienia niebytu jest warunkiem koniecznym prawdziwości ich twierdzeń. Bez kategorii niebytu nie można by w ogóle mówić o nieantagonizmie przeciwieństw ani o przeciwieństwach i ich równowadze względnej. Miejsce, jakie niebyt zajmuje w moim opisie rzeczywistości uniemożliwia zastosowanie „brzytwy Okchama” wobec niebytu.

Zarzut 5.: „Jeżeli w ogóle niebyt jest, to jest prawdopodobnie poza wszelkimi określeniami, jest niewyrażalny. Na Wschodzie mistycy doświadczają pustki, ale to doświadczenie wykracza poza ludzki język. Mistyk milczy.”

Odpowiedź: Faktem jest, że niebytu trudno doświadczyć i z tym uświadomionym doświadczeniem żyć dalej, ale nie jest to niemożliwe, co wspominałem na piątej stronie. Moim zdaniem, można i trzeba go wyrażać, i wszechstronnie badać.

Podstawowym dowodem istnienia niebytu jest tożsamość bytu. Pojęcie „byt” zawiera w sobie pojęcie „niebyt” i odwrotnie. Istnienie niebytu wynika z treści istoty niebytu i istnienia istoty bytu, a również z faktu umiejscowienia w rzeczywistości. Aby rzeczywistość istniała realnie, muszą istnieć w niej byt i niebyt – nierealne byłoby istnienie tylko bytu, czy tylko niebytu. Istnieć to tyle, co być realnym, aktualnym lub potencjalnym przedmiotem doświadczenia zmysłowego.

Istnienie nie jest żadną „tajemnicą”, której do rozpoznania konieczna jest wiara. Idąc za przykładem Ockhama, twierdzę, że co innego jest przedmiotem wiedzy opartej na objawieniu i wierze, a co innego opartej na doświadczeniu i rozumie, i nie powinniśmy tych stanów świadomości (przedmiotów) mieszać ze sobą (wbrew teorii Paula Ricoeur, tak zwanego „koła Ricoera: „trzeba wierzyć, aby rozumieć, trzeba rozumieć, aby wierzyć”), bo mieszając je, fałszujemy tak rozum, jak i wiarę. Moje ustalenia o istnieniu niebytu absolutnie nie przeczą żadnej wierze religijnej.

Ale ta podatność istnienia na zrozumienie nie oznacza przecież żadnej idealistycznej wtórności „istnienia” wobec myśli, jak jest to w teorii Parmenidesa i w wielu innych obecnych do dnia dzisiejszego teoriach. Istnienie jest całkowicie niezależne od próżności i pychy człowieka, to znaczy od wszelkiego rodzaju prób uzależnienia świata od myśli i percepcji człowieka, i to ono, ISTNIENIE i „prawo istnienia”, narzucają przyrodzie wszystkie dalsze jej prawidłowości.

NIEBYT, posiadający jedyne w swoim rodzaju własności, a mianowicie: symetrię, wieczne teraz, nieskończoną pustkę i bezruch, jest wyrażeniem typu „deskrypcji określonej” Russella, czyli potwierdzeniem jego istnienia, określeniem, że istnieje tylko jeden i jedyny niebyt.
Deskrypcja określona Russella to wyrażenie kwalifikujące coś jako jedynego posiadacza pewnej własności, w świetle czego, po należytym rozbiorze zdania typu „jedyne F jest G”, winniśmy rozumieć, że istnieje pewne F, że nie ma dwu F i że F jest G. A więc w naszym przypadku, gdy niebyt zakwalifikujemy jako F, czyli jako jedynego posiadacza własności G (bezruchu, nieskończonej pustki, wieczności), poprawna definicja niebytu jako jedynego posiadacza tych własności wymaga istnienia jednego i tylko jednego niebytu (F). Twierdzenie natomiast, że F (niebyt) nie istnieje, nie znaczy wtedy, że nie istnieje coś, czego nie ma (byłby to wtedy paradoks), lecz, że albo nie istnieje coś (F), co ma własności G albo, że więcej niż jedna rzecz ma własności G (jest więcej niż jeden F). Ale dla mnie jest jasne, że istnieje coś, czego materialnymi własnościami są G (ciśnienie pustki, temperatura bezruchu, czas, wieczność, nieskończona przestrzeń, są też materialnymi własnościami, bo tworzą scenę, na której odbywa się bycie bytu, „świata wyspowego”) i wiemy, że może to być tylko jedne F, czyli tylko niebyt.

Formalnie teoria deskrypcji określonej Russella sprowadza się do dwóch definicji: „jedyne F jest G” i „jedyne F (niebyt) istnieje”, bo jest G (wieczne, puste, bez ruchu). Russell przypisywał tej teorii ogromną doniosłość, gdyż wskazuje ona, jak rozumieć sądy formułowane z zastosowaniem terminów pustych (takich, jak: „Bóg”), czyli odnoszących się do niczego bądź opisujących wszystko, bez postulowania tajemniczych czy zastępczych rzeczy jako ich odniesień.
Twierdzenie, że niebyt nie istnieje, nie znaczyłoby, iż nie istnieje coś, czego nie ma, lecz że nic nie jest niebytem, bo nie ma takiej rzeczy o takich własnościach albo że jest więcej niż jeden niebyt, że jest więcej jestestw o takich własnościach. Twierdzę, że jest i może być tylko jedno jestestwo o takich własnościach i jest nim NIEBYT i znamy go, gdyż doświadczamy go bezpośrednio (choćby doświadczając śmierci na porządku dziennym tak w obszarze natury żywej, jak i martwej) i opisujemy jedynymi w swoim rodzaju (monadycznymi) predykatami, podając jego materialne własności: idealnie zrównoważona, pusta, nieskończona przestrzeń w bezruchu i w wiecznym teraz.

Teoria „deskrypcji określonej” Russella jest logiczną i semantyczną przesłanką uzasadniającą twierdzenie o istnieniu niebytu. Wedle teorii Russella, znamy jakąś rzecz, gdy doświadczamy jej bezpośrednio, a każdą inną rzecz poznajemy poprzez opis, gdy potrafimy podać takie a takie jej własności. Ja znam niebyt bezpośrednio (poprzez śmierć, bezruch, wieczność, nieskończoną przestrzeń), jak również poprzez opis jego własności. Dlatego deskrypcja Russella jest, moim zdaniem, jeszcze jednym argumentem za istnieniem niebytu. Zauważmy przy tym, że nie tylko niebyt (F) jest w tym rozumowaniu „jedynym posiadaczem” tych własności, ale również te własności są jedyne w swoim rodzaju i określane są monadycznymi predykatami, czyli predykatami wymagającymi tylko jednego terminu do utworzenia zdania (na przykład: „Jest wieczny”). Ma to, moim zdaniem, również związek z terminami (wyrazami) pierwotnymi, czyli wyrażeniami oczywiście zrozumiałymi, których prawdziwość narzuca się sama przez się intelektowi.
Termin pierwotny i oczywistość w rozumowaniu dedukcyjnym wyraża się w aksjomatach, czyli pewnikach, twierdzeniach niewymagających uzasadnienia, o ile rozumie się wyrażające je terminy. Na podstawie aksjomatów, które są formułowane na podstawie terminów (wyrazów) pierwotnych i które przyjmowane są w naukach dedukcyjnych bez dowodu, a ich gwarancje prawdziwości upatruje się w ich oczywistości (właściwości przysługującej pierwszym zasadom bytu i myślenia: niesprzeczności, przyczynowości, racji dostatecznej i tożsamości) lub wykazanej niesprzeczności, uzasadnia się wszystkie inne twierdzenia. A więc, moim zdaniem, „deskrypcja określona” Russella, przynajmniej w odniesieniu do mojego przykładu „niebytu”, łączy w sobie wszystkie wymienione wyżej jakości języka:

1. monadyczność predykatów,
2. terminy (wyrazy pierwotne),
3. oczywistości, z których tworzymy aksjomaty,
4. aksjomaty, którymi uzasadniamy twierdzenia pochodne.

Jest i może być tylko jeden niebyt o jedynych w swoim rodzaju właściwościach wieczności, bezruchu i nieskończoności. Wszystkie te terminy (niebyt, bezruch, wieczność, pusta nieskończoność) są, moim zdaniem, wyrazami jedynymi w swoim rodzaju i oczywiście zrozumiałymi i możemy na ich podstawie tworzyć aksjomaty i pochodne, niesprzeczne twierdzenia. Cały czas właśnie to robimy, tworząc opis rzeczywistości niebytu.

„Deskrypcja określona” Russella jest, moim zdaniem, kontynuacją i potwierdzeniem słuszności twierdzenia Kartezjusza, że „według praw prawdziwej logiki, o żadnej rzeczy nie należy najpierw zapytywać, czy jest, o ile wcześniej nie zrozumie się, czym jest.” (Za: Starzyński Wojciech (2004) „O teologii Boskich atrybutów w Medytacjach Rene Descartesa” w: Kwartalnik Filozoficzny, tom XXXII).
„Mój” niebyt jest dokładnie określony deskrypcją Russella i zgodny z „prawdziwą logiką” Kartezjusza. Rozumiem i opisuję, czym niebyt jest, dlaczego jest (funkcję, celowość) i dlatego pozwalam sobie twierdzić, że NIEBYT JEST.

Aby łatwiej można było zrozumieć moją teorię NIEBYTU, pozwolę sobie dodać jeszcze kilka słów o rozumieniu przeciwieństwa. Przeciwieństwo wynika z przeciwstawności ISTOTY BYTU, a nie z przeciwstawności jego egzystencji. Proste zdanie oparte na słowie, którego prawdziwość jest oczywista ze względu na samo znaczenie tego słowa, któremu nie można zaprzeczyć, bez naruszenia reguł określających w danym języku znaczenia użytego słowa, jest zdaniem analitycznym. Według moich założeń, takim zdaniem jest: „Przeciwieństwo jest przeciwieństwem przeciwieństwa”. Przeciwieństwo musi mieć przeciwieństwo, gdyż w przeciwnym wypadku nie jest przeciwieństwem. Przeciwieństwo musi istnieć ze względu na samo znaczenie tego słowa, musi istnieć z natury rzeczy. A więc jako pojęcie pierwotne, pojęcie „przeciwieństwo” wskazuje na obiektywne swoje istnienie.

Dodatkowo potwierdzam obiektywność tej kategorii wartością logiczną i doświadczeniami empirycznymi, oraz syntetycznie. Prawdziwość i wartość logiczna zdania: „Przeciwieństwa istnieją obiektywnie”, wynika nie tylko z oczywistości znaczenia określenia słowa „przeciwieństwo”, ale też dwuwartościowej logiki formalnej: „Przeciwieństwo musi istnieć wobec przeciwieństwa” (tak jak w matematyce muszą istnieć liczby dodatnie i ujemne, zero i nieskończoność.) Zdaniem sprzecznym z logiką i fałszywym byłoby zdanie: „Przeciwieństwo może istnieć bez przeciwieństwa”. A więc „przeciwieństwo” nie jest bytem tylko pomyślanym i wymyślonym, lecz obiektywnym z metajęzyka. Prawdziwość jest oczywista, narzuca się intelektowi.
Analityczne twierdzenie „a priori”, czyli twierdzenie wydedukowane czystym rozumem, a również potwierdzone doświadczeniem, „a posteriori”, o obiektywnym istnieniu przeciwieństw, jest jednocześnie dowodem na OBIEKTYWNE ISTNIENIE GRANIC między nimi, albowiem gdyby nie było granicy między przeciwieństwami, nie byłoby przeciwieństw. Przeciwieństwa nigdy nie mogą być równe, bo gdyby były równe, nie byłoby granicy, byłaby symetria, zrównoważenie i zniesienie przedmiotu (siły). Gdyby dialektyczna teoria Hegla o trójfazowym rozwoju myśli i rzeczywistości etapami tezy, antytezy i syntezy oraz teoria marksistowska o jedności przeciwieństw, były słuszne, nie byłoby przeciwieństw, byłaby jedność, byłby tylko bezruch i niebyt.

Przeciwieństwa są wzajemnym ograniczeniem.
Jak widać, aby znaczenie terminu „przeciwieństwo” było pełne, należy je rozumieć w taki sposób, że przeciwieństwa nie tylko nie wykluczają (znoszą) się wzajemnie, ale nawzajem się wynoszą i konstytuują, na przykład pojęcie „przyjaciel” konstytuuje pojęcie „nieprzyjaciel”.
Reguła ta dotyczy nie tylko samego znaczenia pojęcia „przeciwieństwo”. Uważam, że stosuje się ona również do całości rzeczywistości. Wszystko, co jest, jest zakorzenione w przeciwieństwach, wszystko, co jest, musi mieć przeciwieństwo, jest to również oczywistością i wynika również z dwuwartościowej logiki formalnej i doświadczeń empirycznych. To, co jest, jest prawdziwe i oczywiste tylko wobec przeciwieństwa. A więc zdanie: „Wszystko, co należy do rzeczywistości, ma swoje przeciwieństwo” jest prawdziwe – dowiedzione analitycznie (syntetycznie) i empirycznie. Symbolami przeciwieństwa są: w matematyce liczby plus i minus, zero i nieskończoność, (w semantyce) „tak” i „nie”.

Wbrew wszelkim opozycjom, twierdzę, że NIEBYT można określać, opisywać, wyobrażać sobie, organizować, ustanawiać, myśleć! W takim razie można go w sposób racjonalny wyrazić. Twierdzenia, degradujące niebyt do totalnej metafizycznej bzdury i sprzeczności niemożliwej nawet do spokojnej analizy, wynikają chyba z psychiki badaczy, czyli po prostu z ich LĘKU i strachu („trwoga” Heideggera) przed nicością absolutną. Tymczasem już Arystoteles dowodził, chyba nie zdając sobie z tego sprawy, że byt pochodzi z niebytu i że niebyt uczestniczy powszechnie w „życiu” każdego bytu, że niebyt jest wszędzie razem z bytem, a więc i w życiu każdego z nas.

Nie negująca funkcja znoszenia wynika z niebytu, lecz funkcja twórcza, bo dopingująca. Aby akt stał się aktem, muszą, zgodnie z zasadą: „każdej akcji towarzyszy reakcja”, zadziałać przeciwieństwa tak, by możność nabrała realnych kształtów i – poprzez aktualizację, czyli pozyskanie równowagi względnej przeciwieństw, a więc esencji (upodabniającej się ze wzorem formy i wyprzedzającej formę, w celu spełnienia swej misji, FUNKCJI,) – by stał się akt i uzyskał istnienie byt. Jeśli niematerialne (nie zawierające materii) siły, zawarte w informacji, napięciu, potencjalności, nie „zmuszą” możności do ostatecznego formowania (aktualizacji) i aktu, ziści się, zamiast bytu, niebyt.

Niebyt jest pozytywnym i twórczym elementem rzeczywistości, bo jest przeciwieństwem bytu, ale przeciwieństwem nieantagonistycznym, nie znoszącym się wzajemnie – odgraniczonym od bytu jego atrybutami: ruchu, granicy i immanentnej zasady, orzekającej, że każdej akcji towarzyszy reakcja! Zasada: „Każdej akcji towarzyszy reakcja” zmusza niebyt do „działania” na rzecz bytu, bo zmusza do jego wyniesienia. Gdy możność zanika i niebyt ją „zawłaszcza”, „wchłania”, pojawia się reakcja wzmagająca potencję w kierunku „działania” do celu, jakim jest akt. W ten sposób byt, materia, jest w ruchu, który odbywa się na wielu różnych poziomach, wszystko zmierza do równowagi i porządku, do aktu – do bytu – ale w dalszym procesie, bo wszystko jest procesem – do rozkładu i NIEBYTU. Tak więc, niebyt jest siłą porządkującą byt w obu kierunkach, tak w kierunku powstawania materii i jej rozwoju (emergencji), jak i w kierunku odwrotnym: rozkładu, czyli entropii.

W tym miejscu pozwolę sobie wrócić do Arystotelesa, który pisał, czarno na białym, o niebycie i powstawaniu bytu z niebytu, a nie tylko zakładał jego istnienie rozróżniając pomiędzy materią a formą – jak to ujął, cytowany wyżej, Tillich.

Arystoteles odróżniał powstawanie w znaczeniu właściwym, czyli zupełnym, od powstawania czy raczej stawania się częściowego, czyli stawania się pod pewnym względem i przeciwstawiał sobie te dwie fazy rozwoju bytu.
Arystoteles, według mnie, stwierdza, że rzeczywistość jest zbiorem określonych substancji. Substancja jest samoistnym niebytem lub bytem, czymś jednym i oddzielnym, konkretnym. Czyli rzeczywistość jest zapełniona niebytem i bytami, określonymi istotowo swoimi własnościami ogólnymi wynikającymi z definicji i własnościami jednostkowymi, czyli przypadłościami. Byt powstaje z materii, nazywanej przez niego „materią pierwszą” i formy. Podmiotem, podłożem materii pierwszej jest „czysta możność”, która, uzyskując postać istotową i następnie formę, konstytuuje akt bytu. Poprzez połączenie istoty z formą powstaje akt istnienia bytu. Wcześniej, przed przyjęciem postaci istotowej, „materia pierwsza” była tylko MOŻNOŚCIĄ (bierną), z której rozwinąć się mogły nawet wszystkie postacie istotowe, czyli wszystkie akty bytu, wszystkie substancje, ale i mogło nic nie powstać, pozostać lub wrócić do niebytu.

„(…) wszystko było w możności, nie zaś w akcie (…). Może się nasunąć pytanie, z jakiego to niebytu jest powstawanie. Albowiem niebyt rozumie się trojako. (…) Są zatem trzy przyczyny i trzy zasady: dwie stanowią przeciwieństwa i są to: rozumienie i forma, oraz brak, a trzecią jest materia. Z kolei trzeba zauważyć, że ani materia, ani forma, rozumiane jako najbliższe, nie powstają. Zmienia się, bowiem zawsze coś, pod wpływem czegoś i w coś. To, pod wpływem czego, się zmienia, jest najbliższym czynnikiem poruszającym; to co się zmienia, jest materią, a to w co się zmienia, jest formą. (…) I to oto >b< jest zasadą tej określonej zasady >ba<, gdyż >b< jest w ogóle zasadą dla >ba<.” (Arystoteles „Metafizyka”, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1998, Księga XII, s. 211). Zacytuję następnie przypis z „Wprowadzenia do Metafizyki Arystotelesa” M. Krąpca: „Jakaś określona jednostka zanim się stała określoną jednostką >b<, przedtem już możnościowo, potencjalnie, istniała w poprzednim byciu >a<.” (Arystoteles „Metafizyka”, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1998, „Wprowadzenie” Mieczysława Krąpca).
Proszę zauważyć główne myśli tych i poniższych cytatów: mówi się o niebyciu, a nawet o powstawaniu z niebytu. Mówi się i udowadnia pierwotność możności, czyli niebytu, nicości, symetrii, a jednocześnie twierdzi, że materia i forma „nie powstają”, bo w tym miejscu jest mowa o przemianie już istniejącego bytu w inny byt, o zmianie. A wcześniej wielokrotnie tak Arystoteles, jak i cała jego tradycja, NIEBYT uważają za niebyły, za nieuprawniony, bo sprzeczny z zasadą niesprzeczności wymysł intelektu, chyba Heraklita. Mówi tu się o zmianie niesprzecznej i nieantagonistycznej, o możności zmiany NIE-AKTU w akt-byt – czyli niebytu w byt i funduje się pierwotność możności i istocie. Powyższa koncepcja zawiera szereg sprzeczności, które wskazuję jeszcze w omówieniu jego całej teorii bytu.

A oto, co pisze komentator „O powstawaniu i ginięciu” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa, 1981, s. VII – VIII): „Arystoteles przyznaje, że istnienia „materii pierwszej” nie można udowodnić ani przez bezpośrednie doświadczenie, ani przez wnioskowanie, które by wychodziło z przesłanek empirycznych, gdyż „materia pierwsza” jako taka, czyli jako czysta możność, ani nie może być przedmiotem doświadczenia zmysłowego, ani nawet nie może istnieć”. Czyli „materia pierwsza” nie jest żadną materią, jest nazwana „materią pierwszą”, ale nie jest żadną materią, jest czystą możnością (według mnie, siłą bierną, idealnie zrównoważoną, niebytem), czego komentatorzy nie zauważają lub nie chcą zauważyć. Do pojęcia „materii pierwszej” dochodzi się przez analogię: jak bowiem drewno jest tworzywem, które, przyjmując na przykład kształt łóżka, staje się łóżkiem, tak „materia pierwsza”, przyjmując postać istotową (formę), staje się substancją (bytem), ta zaś z kolei jest podłożem, czyli podmiotem własności dodatkowych, czyli przypadłości. A więc podmiotem, z którego powstaje substancja-byt, jest „coś”, co może istnieć i może nie istnieć, czyli coś, co nie zawiera materii. „Materia pierwsza” nie jest tworzywem materialnym, tworzywo dopiero z niej powstaje.

Rzeczywista materia powstaje z „materii pierwszej”, która nie jest materią, nie jest ciałem, nie jest rzeczą ani bytem, jest „czystą możnością”. Co to może być? Tylko niebyt. NICOŚĆ. Ale komentatorzy nie chcą tego zauważyć. Arystoteles mówi (tamże str. 74 i 123), że „(…) materia pierwsza jest możnością, czyli tym, co może i być i nie być czymkolwiek”. Być tym, co może nie być czymkolwiek.

„Materia pierwsza” nie jest tworzywem złożonym z materii i formy, jest czystą możnością, jest czymś, co materialnie nie istnieje. „Powstawanie” nie jest „właściwe” bytom, które są złożone z materii i formy, bo to są już byty, które już powstały i dalszy ich rozwój, jest tylko ZMIANĄ (ruchem), jest rozwojem złożoności, a nie „powstawaniem”. Powstaniem to jest właśnie ten bezpośredni skok w stan BYTU ze stanu NIEBYTU i ten skok tworzy dopiero złożoność „materii pierwszej (możności) i formy”. Widzieliśmy, jak wedle opinii Arystotelesa powstaje substancja: „czysta możność” („materia pierwsza”) nabywa istotę i to jest ten skok, to jest powstanie bytu. „(…) przy powstawaniu i niszczeniu nie ma przechodzenia przez stopnie pośrednie między nie być i być, w wypadku powstawania lub między być i nie być, w wypadku niszczenia”. (tamże str. 8,9) Gdy byt złożony już jest z materii i formy, przeistaczanie się go jest przechodzeniem przez stopnie pośrednie, bo jest po prostu nabywaniem NOWEJ FORMY i funkcji. „Materia pierwsza” jest niepodzielna i nie ma żadnych części ani postaci istotowej” – ten fragment interpretacji nie może się odnosić do „substancji” (bytu) już istniejącego, ale do materii ( tamże s. IX) pierwszej i opisuje nie „powstawanie” bytu, lecz jego przeistaczanie, przeformowanie. „Dzieje się przeto, tak, jak gdyby postać istotowa jednego bytu ustępowała miejsca postaci istotowej drugiego” -- „(…) w materii pierwszej są wszystkie postacie istotowe w MOŻNOŚCI. Inaczej mówiąc, materia pierwsza jest możnością, lecz jedynie MOŻNOŚCIĄ BIERNĄ. Oprócz możności biernej jest również możność czynna, która przysługuje nie tworzywu, lecz przyczynie, która zdolna jest urzeczywistnić w tworzywie odpowiedni akt.” (tamże, str. VIII - IX) Możność jest czystą możnością, co znaczy, że nie ma nic wspólnego z „postacią istotową”, dopiero ją „nabywa” i czytaliśmy, że jest „jedynie możnością bierną” (możność czynna przysługuje tylko przyczynie), a więc postacie istotowe muszą pochodzić z zewnątrz i wracać na zewnątrz, czyli przychodzą i odchodzą w nicość – bo przecież „materia pierwsza” jako taka jest czystą możnością, „(…) ani nawet nie może istnieć”, czyli jest nicością.

Formalnie i ogólnie, Arystoteles trzymał się powszechnie wtedy, tak jak i dzisiejsi myśliciele, obowiązujących dogmatów, że „byt jest, a niebytu nie ma” i że „z niebytu nie może powstać byt” i pisał nawet w ten sposób, ale jednocześnie w szczegółach wyłamywał się z tej konwencji. Trzeba tylko CHCIEĆ to zauważyć, na dowód pozwolę sobie przytoczyć jeszcze następujące cytaty z jego dzieła „O powstawaniu i ginięciu”:
„A teraz zaś trzeba krótko powiedzieć, że w pewnym znaczeniu (rzeczy) powstają z prostego niebytu, w innym natomiast znaczeniu z czegoś, co istnieje zawsze.” (tamże str. 14)
„(…) a ponadto, czego się ciągle obawiali pierwsi filozofowie – powstawanie (musiałoby polegać na wyłanianiu się) z uprzedniego niebytu.” (tamże str. 15)
„Arystoteles nie wymienia imion tych filozofów. Wszyscy oni wyraźnie lub domyślnie przyjmowali zasadę, że byt nie powstaje z niebytu, gdyż bez takiego założenia filozofia nie mogłaby się zacząć. (A niby dlaczego? Moje retoryczne pytanie do tłumacza i komentatora) Empedokles tak wyraził tę zasadę: „Nie może bowiem coś powstawać z czegoś, czego zupełnie nie ma – i jest niemożliwe i niesłychane by to, co jest, zginęło” (Parmenides z Elei „O prawdzie i mniemaniu” w: Wit Jaworski „W kręgu przedsokratyków”, Wydawnictwo. Miniatura, Kraków 1992, s.56).
„Wypada przeto zająć się w miarę możności tymi sprawami, a mianowicie, co sprawia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie, i to powstawanie w znaczeniu właściwym jak też powstawanie pod pewnym względem.” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa, 1981, str. 15).
Z tych słów Arystotelesa wynika, że był on prekursorem również mojego twierdzenia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie i to powstawanie w znaczeniu właściwym, czyli że ustawicznie powstaje byt z niebytu. Co sprawia, że tak się dzieje? Niestety Arystoteles nic więcej na ten temat nie napisał, czyli nie zajął się „tymi sprawami” (albo ja nic nie wiem na ten temat, przecież nie znam całości i dokładnie jego dzieła) i dopiero TNR się tym zajmuje i odkrywa, że tą przyczyną, „co sprawia, że powstawanie dokonuje się ustawicznie”, jest ASYMETRIA ISTOTY BYTU i NIEBYTU, czyli równowaga względna przeciwieństw.
„Powstawaniu w znaczeniu właściwym, czyli zupełnemu, Arystoteles przeciwstawia powstawanie czy raczej stawanie się częściowe, czyli stawanie się pod pewnym względem.” (tamże, przypis str. 93)
Tutaj komentator zauważył i rozróżnił wreszcie podstawową myśl filozofa, ale nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji: „(…) co jest przyczyną tego, że powstawanie jest czymś ciągłym, skoro, to co niszczeje odchodzi w niebyt, niebyt zaś jest nicością? Niebyt bowiem nie jest ani czymś, ani jakimś, ani tak a tak dużym, ani gdzieś. Skoro więc zawsze coś z bytów niszczeje, to dlaczego właściwie wszechbyt nie uległ dawno zagładzie i nie zniknął, jeżeli właśnie to, z czego każde z powstających powstaje, było ograniczone? Nie dlatego więc, że to z czego powstaje, jest nieograniczone, wszechbyt nie ulega wyczerpaniu. To bowiem jest niedorzeczne. Nic bowiem nie jest nieskończone w dokonaniu, jest natomiast nieskończone w możności (…)” (Arystoteles „O powstawaniu i ginięciu”, PWN, Warszawa 1981, s.16 – 17) oraz inny cytat:
„(…) powstawanie jest drogą od nieistnienia do istnienia. I ten byt powstaje po prostu, który otrzymuje takie istnienie, które nie jest uzależnione od innego istnienia. To bowiem co istnieje, nie staje się. Dlatego to, co już jest, nie może powstawać po prostu. Te przeto byty, których istnienie jest uzależnione od innego istnienia, nie powstają po prostu, lecz jedynie pod pewnym względem.” (tamże, s.93).

Wszystkie wyżej podane cytaty z Arystotelesa „O powstawaniu i ginięciu” dowodzą, że Arystoteles wiedział, co pisze, a pisał o istnieniu niebytu i powstawaniu bytu z niebytu, ale poddawał się obowiązującemu dogmatowi Parmenidesa o nieistnieniu niebytu, a komentatorzy nie chcą tego widzieć, zasłaniając się skomplikowaną materią badawczą.
Fakty i sposób istnienia świata kwestionują dogmaty „niebytu nie ma” i „z niebytu nie może powstać byt”. Trudność polega na teoretycznym i praktycznym wyjaśnieniu procesu wyłaniania się bytu z niebytu. Pokazać czy tylko pomyśleć, jak to się dzieje, oto jest sztuka. Jak wynika to z cytatów z jego dzieła, Stagiryta tego dokonał, co wydaje mi się przemilczane w literaturze tematu. Ja, moim zdaniem, nie znając wyżej wymienionych wypowiedzi Arystotelesa, star


Ilość komentarzy: 6
dodaj komentarz
archiwum:
2010-09-01
Temat: INFORMACJE BIEŻĄCE – Odpowiedzi na zaległe KOMENTARZE – SPROSTOWANIE DLA PANA S.P. galeria „Rosyjska Modelka”
2010-08-27
Temat: ZAKOPANE w dalszym ciągu, wywiad z Macierewiczem. Galeria Fotosy z przed 5-15 lat
2010-08-25
Temat: D. c. relacji z pobytu na Olczy - Syndrom „złej Kaczki", artykuł Krzysztofa Czabańskiego – galeria Afryka
2010-08-24
Temat: Zakopane, pogoda – kopia Forum z Onetu na temat STRAJKU SĘDZIÓW. Galeria Contrastes de Lumieres
2010-08-22
Temat: Jestem w Zakopanem -- galeria RZECZY DZIWNE II
2010-08-12
Temat: Wiadomość dla Pana S.P. – galeria Rzeczy dziwne
2010-08-10
Temat: Odpowiedzi na wszystkie zaległe komentarze
2010-08-09
Temat: To był zamach – mówią eksperci polski i niemiecki --- galeria "Ekstra ordinaires cz.I."
2010-08-08
Temat: ODPOWIEDZI na razie tylko Panom „pz”, „vimt”, „tlen”, „ferdi” --- galeria „Rosja, kraj za Uralem, część druga”
2010-08-04
Temat: FSB TRZYMA ŁAPĘ NA ŚLEDZTWIE --- Smoleńsk
2010-08-02
Temat: Udział Ak’owca w Powstaniu NIE BYŁ bohaterstwem, lecz normalnym, automatycznym zachowaniem, obowiązkiem - galeria zdjęć z komórki.
2010-08-01
Temat: Dziś 1 sierpnia, 66 ROCZNICA POWSTANIA W WARSZAWIE - galeria o Powstaniu Warszawskim
2010-07-31
Temat: Tekst o zabijaniu wklejony z sieci zagranicznej – cz.2 - galeria Wodospady (1)
2010-07-31
Temat: Tekst o zabijaniu wklejony z sieci zagranicznej – cz.3 - galeria Wodospady (2)
2010-07-31
Temat: Tekst o zabijaniu wklejony z sieci zagranicznej – cz.1 - galeria o wulkanie Etna (2)
2010-07-31
Temat: Tekst o zabijaniu wklejony z sieci zagranicznej – cz.4 - galeria Italy with Pavarotti (1)
2010-07-31
Temat: Tekst o zabijaniu wklejony z sieci zagranicznej – cz.5 - galeria Italy with Pavarotti (2)
2010-07-30
Temat: Jestem chory od tygodnia, ---- galeria InVolcanEtna
2010-07-22
Temat: „Dajcie mi prawo emisji pieniądza, a nie troszczę się, kto stanowi jakie prawa”- baron Rotshield --- relacja o drodze do Kałuszyna -- galeria KARYKATURY część druga
2010-07-20
Temat: MARZENIE jak byc powinno ! Przedruk z blogu: salon24 ---- galeria Dusza boli –
2010-07-18
Temat: Wic – galeria KARYKATURY
2010-07-16
Temat: Sex jest jedną z funkcji organizmu WYDALANIA -- galeria „okulary”
2010-07-14
Temat: Dług Polski na dzień 07-07-2010r. wynosi 3 biliony złotych. Galeria: „zima w Rumunii”.
2010-07-13
Temat: Analiza Ziemkiewicza publikacji Palikota i tajemnica jego popularności ---- galeria Piekno Swiata czesc trzecia
2010-07-12
Temat: Różne zaległe wiadomości i zaległe ODPOWIEDZI na komentarze Panu Krzyśkowi z Anglii i inne – galeria pt. PIEKNO SWIATA 2.
2010-07-10
Temat: Szokujące informacje na temat Kwaśniewskiego – 3 galerie o PIEKNIE SWIATA
2010-07-08
Temat: Powrót z Ciechocinka, odpowiedzi Panom: niki, v111, redboy i Panu S.P.
2010-06-30
Temat: Ciechocinek – tydzień przed powrotem do domu.
2010-06-28
Temat: POLSKA PAŃSTWEM BEZPRAWIA – ostatnie „tajemnicze śmierci”.

Starsze wpisy:

1 2 3 4 5 6 
7 8 9 10 11 
12 13 14 15 16 
17 18 19 20 21 
22 
licznik: 993592 Statystyka: